Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carling Cup. Pokaż wszystkie posty

Ale to już było...

Trzy solidne kopniaki w dupę w ciągu dwóch tygodni. Oto jak szybko United, Barcelona i (sic!) Birmingham sprowadziły nas na ziemię. 

27 lutego staliśmy przed ogromną szansą zdobycia wszystkich, czterech pucharów, jakie tylko nam zaproponowano. Finał Carling Cup ze słabym w tym sezonie Birmingham City, niezła zaliczka przed wyjazdem na Camp Nou, terminarz ligowy o wiele lepszy od tego United i bezpośrednie starcie z Diabłami w FA Cup.

27 lutego 2011 - Dzień, jak codzień


A jednak nie. To nie był ten dzień.

27 lutego 2011 na zawsze pozostanie dla mnie datą przedstawiającą naszą nieporadność. Czyli taką samą jak każda inna w ostatnich sześciu latach. A być może, wspomnienie o niej zaboli jeszcze bardziej. Miał być premierowy Puchar Ligii dla Wengera i trzeci dla Arsenalu. Miało być pierwsze od sześciu lat trofeum, pierwsza część poczwórnej korony, a przede wszystkim pokazanie tym niedowiarkom, że nasi chłopcy dorośli. Zostało rozczarowanie, smutek i poczucie winy, że znowu dałem się im nabrać.
Najgorsze jest to uczucie po przegranym finale. Żadna wściekłość, żadne wkurwienie, żadna złość. Najzwyklejszy na świecie żal i smutek - marafczyk

27 lutego 2011 - Dzień, na który wszyscy czekamy


Puchar Anglii zdobyty w 2005 roku, to ostatnie trofeum w gablocie najbardziej utytułowanego klubu z Londynu - Arsenalu.  Od tamtej pory kibice Kanonierów przeżywają same porażki i niepowodzenia swoich pupili. Na zmianę 3 lub 4 miejsce w lidze oraz finały Carling Cup i Ligi Mistrzów. To wszystko, czym mogliśmy się „cieszyć”.