Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henry. Pokaż wszystkie posty

20 lat Barclays Premier League – Najlepsi z najlepszych

Najlepsza piłkarska liga na świcie właśnie obchodzi 20-lecie istnienia. Z tej właśnie okazji włodarze Premier League zorganizowali na oficjalnej stronie rozgrywek głosowanie, w którym wziąć może udział każdy. Wystarczy mieć Internet i poświęcić chwilę czasu. Głosować można na swoich faworytów w pięciu kategoriach: najlepszy mecz, najładniejszy gol, najfajniejsza cieszynka, najlepsza interwencja bramkarza i najlepsza jedenastka.

Bye bye Titi

No dobra, niech podniesie rękę każdy z was, kto myślał, że Thierry Henry wracając do Londynu osłabi swoją legendę, rozmieni ją na drobne. Że nie nawiąże do swoich dawnych osiągnięć, bo przecież od dwóch lat przebywa na „wakacjach” w Nowym Yorku. Jak ktoś, dla kogo gra w piłkę jest ostatnio bardziej hobby niż poważnym zajęciem, ma szansę rywalizować w najsilniejszej piłkarskiej lidze Europy? No więc ręce do góry, tylko szczerze, bo przecież i tak nikt was teraz nie widzi.

W ławce siła

Naprawdę przewrotne jest życie piłkarza, ale jeszcze dziwniejszy i bardziej niezrozumiały jest żywot piłkarskiego kibica. Człowieka, który zawsze wspiera swój klub, jest mu w stanie oddać naprawdę wiele, łącznie z ciężko zarobionymi pieniędzmi, mnóstwem czasu, całym sercem i starganymi nerwami. Ale kibic, to ciągle jednak tylko człowiek. Osoba, która ma granicę cierpliwości, która czasem wybucha płaczem, gniewem i która nie zawsze jest w stanie się opanować. Jednak nawet w takich sytuacjach na sercu leży mu tylko i wyłącznie dobro klubu. I gdy jakiemuś piłkarzowi nic nie wychodzi, to się go wspiera. Tydzień. Miesiąc. Dwa. Ale jest pewna granica. Granica, po której przekroczeniu, kibic nie wspiera już tego zawodnika, a szydzi z niego i nie chce go oglądać na boisku. Wszyscy to znamy, prawda?